niedziela, 8 września 2013

III

SA wrócił.
Wiedziałam, że tortury mogą zacząć się od nowa, to można było przewidzieć przez cały czas. To było jak tykająca na czas bomba i czas spadł do ostatnich sekund, które pozostały. SA po prostu czekał na idealny czas i oczywiście mój powrót do szkoły naraził mnie znów na łatwo dostępny cel. Ktokolwiek to był, prawdopodobnie obserwował mnie teraz uważnie, jak patrzę na zamknięty list obawiając się o swoje życie. Nick również bardziej niż prawdopodobnie był w to zaangażowany, śmiali się do siebie jak dwójka najlepszych przyjaciół dzielących się między sobą żartami. Niestety, mój ból i cierpienie było tym czym się dzielili.
Nagle zrobiło się przede mną ciemno, kiedy poczułam jak ktoś za mną zasłania mi dłońmi oczy. Moje serce zaczęło szybciej bić, walenie krwi brzęczało mi w uszach. Kto to był i czego chciał? Zapewne SA nie zamierzał atakować mnie tutaj, na środku szkolnego korytarza pełnego ludzi...prawda? Wywinęłam się z dala od tego kto to był, wymachując i uderzając o szafki w strachu. Napotkałam moją zszokowaną najlepszą przyjaciółkę, wydąsała swoje jaskrawoczerwone usta, marszcząc brwi w zdezorientowaniu.
-Co z tobą nie tak?- słowa opuściły jej usta, wyciszając szum w moich uszach. Wyglądała naprawdę na zaskoczoną moją dziwną reakcją na jej oczywiste zachowanie w celu powitania mnie z powrotem w szkole. Super, zdecydowanie zaczęłam przekonywać ludzi, że stałam się psycholką.
-Jezu Tori, nie wiedziałam, że to ty! Myślałam, że to...- zamarłam, uznając, że to może niezbyt dobry pomysł powiedzieć, iż myślałam, że jest to mój prześladowca, który odezwał się znów po dwóch miesiącach. -Zapomnij.- odchrząknęłam niezręcznie, trzymając liścik w ręku.
Tori pokiwała na mnie głową, jakby na potwierdzenie faktu, że jestem szalona, zanim szybko zmieniła temat rozmowy.
-Więc, dobrze jest być znów w szkole?
-Nie. Nadal tego nienawidzę.- mruknęłam, przewracając oczami, kiedy bawiłam się liścikiem. Niczego nie pragnęłam bardziej, jak przeczytać to co było w środku, jednak nie mogłam, jeśli Tori nadal tu była, jeśli to naprawdę było od SA.
-Wiesz, szkoła jest piekłem i jesteś szczęściarą, że mogłaś być daleko stąd tyle czasu ile mogłaś. Kiedyś to było znośne, ale teraz...nienawidzę tego.
-Czemu?- spytałam z ciekawości, wiedząc o tym, że Tori zawsze lubiła szkołę. Nie zrozumcie mnie źle, była jak każdy nastolatek- nienawidziła siedzieć na lekcjach, nudząc się i uczyć bezsensownych bzdur. Jednak Tori lubiła szkołę z powodu bycia kimś w społeczeństwie. Uwielbiała i pragnęła uwagi i towarzystwa, co nie było złą rzeczą, pokazywało to, że ma charyzmatyczny charakter, przez co z każdym mogła się dogadać. To dlatego jej oświadczenie mnie zaskoczyło.
-Ponieważ wydaje mi się, jakby nie było tu części mnie, kiedy Joela nie ma tutaj. Szłam obok naszej ławki już trzy razy rano i walczyłam ze łzami. Bardzo za nim tęsknię, to boli. Nie pozwolili mi się z nim zobaczyć przez całe dwa miesiące!- Tori zamrugała szybko, by pozbyć się łez z oczu, pociągając nosem w celu powstrzymania ochoty wybuchnięcia płaczem. Dokładnie wiedziałam jak się czuje. Bez Justina tutaj, nie było tu nic fajnego. Lekcje ciągnęły się, większość ludzi tutaj było a)sukami b)frajerami lub c)idiotami i cała koncepcja wczesnego wstawania, aby znosić to wszystko była dziesięć razy gorsza.
-Hej, czy plan z jego odwiedzinami nie może zostać trochę poluzowany? Mogą wpuścić tylko jedną osobę naraz, ale mogę pójść z tobą, aby zapewnić ci jakieś wsparcie, jeśli kiedykolwiek będzie ci to potrzebne.- zasugerowałam, potajemnie chcąc odwiedzić Joela, aby zobaczyć czy mógłby odpowiedzieć mi na więcej pytań o SA, chodź wątpiłam czy potwierdzi moją wizję w jego stanie psychicznym. Nie to, że oskarżałam jego- SA prawdopodobnie nadal ma możliwość grożenia mu, mimo iż był zamknięty w psychiatryku.
-Mogłabyś? Wiem, że to zbyy wiele by pytać i nie szczególnie chcę oglądać mojego chłopaka w szpitalu dla szaleńców, ale po prostu chcę go zobaczyć. Minęło osiem miesięcy bez jakiegokolwiek kontaktu...- urwała Tori, łzy spływały po jej doskonałej twarzy.
-Oczywiście, skontaktuję się z tamtą placówką dzisiaj i dowiem się co powiedzą.
Tori uśmiechnęła się do mnie, ocierając łzy z policzka. Jej wzrok skupił się na liściku, wciąż ściskanym w mojej ręce. -Co to?
-Liścik, został wrzucony do mojej szafki.
-Oh tak, to od woźnego. Widziałam jak wkładał to tutaj kilka minut wcześniej. Musiał przenieść twoją szafkę, ponieważ nowa dziewczyna miała wniosek konkretnie na tą szafkę czy coś.- Tori machnęła ręką z roztargnienie, sprawdzając się w lusterku.
Otworzyłam liścik ostrożnie, poczułam ulgę i gniew przytłaczający moje ciało kiedy czytałam:
Panno Rosegarden, twoja nowa szafka jest w lewym skrzydle, numer 117. Ze względu na żądanie bycia bliżej jej klas, nowa uczennica zajmuje tą szafkę. Przepraszamy za utrudnienia. Jeśli masz z tym jakiś problem, skontaktuj się z woźnym.
-Co, więc opuściłam szkołę, wracam po kilku miesiącach i ta dziewczyna zajmuje moją szafkę? Do cholery za kogo ona się uważa?- nie wiem dlaczego byłam taka zła, ale poczułam się trochę zdradzona. Nie było mnie w szkole tak długo, a to już wcześniej była moja cholerna szafka. Kiedy ja byłabym nową dziewczyną, nie chciałabym kraść komuś szafki z obawy, że mogę wszcząć wojnę z grupą obcych ludzi, których nawet nie znam.
W tym właśnie momencie zadzwonił dzwonek, przez co Tori i ja wzdychnęłyśmy zgodnie.
-Kurwa, muszę iść na Politykę. Wiesz, że pan Brandy pojawia się przed naszą klasą z rozpiętym rozporkiem?- Tory wykrzywiła twarz z niesmakiem, powodując u mnie drżący śmiech. -Tak czy inaczej, złapię cię później, po tym jak skontaktujesz się z tamtym miejscem.- Tori przyciągnęła mnie do szybkiego, przyjacielskiego uściski zanim ruszyła przez zatłoczony mnóstwem uczniów korytarz udających się do przydzielonych im sal lekcyjnych.
Nachyliłam się w przeciwnym kierunku, ruszając w kierunku klasy, której chciałabym unikać przez cały dzień.
Pani Ryder.
Odetchnęłam ciężko, podeszłam do drzwi jej klasy, wyciągając ramiona do tyłu i podnosząc głowę tak, że mój podbródek był wysoko. Pewność siebie przemawiała przez język mojego ciała, nadszedł czas zatrzymać się i pozwolić jej do mnie dotrzeć. To była moja jedyna szansa, by zacząć na świeżo i modlić się do Boga o to, że będę w stanie przetrwać do końca semestru bez wcześniejszego zabijania jej albo bycia znokautowanym przez jej nieświeży oddech.
-Pani Rosegarden...jak miło, że zaszczyciłaś nas swoją obecnością.- były to pierwsze pobłażliwe słowa, z którymi się zmierzyłam, kiedy skręciłam z wahaniem do klasy, pani Ryder miała na twarzy wymuszony uśmiech. Uśmiech zniknął chwilę później. -Teraz czy mogłabyś mi wytłumaczyć dlaczego się spóźniłaś?
Otworzyłam usta by coś powiedzieć, stwierdzając, że reszta klasy siedziała już gotowa przy drewnianych ławkach z książkami, długopisami i zeszytami. Wszyscy moi koledzy spoglądali na mnie, niektórzy zakrywali usta, by stłumić śmiech. Prawdopodobnie wyglądałam jak idiotka. Znowu, nic nowego.
-Ale, minęła dopiero minuta odkąd zaczęła się lekcja i-
-Teraz mamy nowe zasady. Musisz być w sali 5 minut wcześniej na lekcji tak, abyśmy byli w stanie wykorzystać pełną godzinę nauki bez przerw. Jednak wydaje mi się, że złamałaś ten przepis już pierwszego dnia, wracając do szkoły. Gratulacje.
Zmarszczyłam razem brwi, zarówno z irytacji jak i wstrząsu. Skąd do cholery miałam wiedzieć, że były nowe zasady, jeśli nie było mnie tu od miesięcy. Głupia logika.
-Nie było mnie tutaj, bym wiedziała, że są nowe zasady, przepraszam.
-Areszt.- wypaliła pani Ryder, odwracając się na pięcie do tablicy, bez cienia skruchy za swoje zbyt surowe zachowanie. Ściskając razem zęby, ruszyłam w stronę swojego miejsca, ignorując złośliwy chichot i kawałki papieru rzucane we mnie, kiedy slalomem szłam obok ławek. Zatrzymałam się, kiedy zobaczyłam dwóch chłopaków z drużyny lacrosse parskających na mnie, oboje siedzieli na moim i Justina dawnym miejscu. Super, kolejna rzecz, która uległa zmianie. Odwróciłam się powoli, rozglądając się po sali, by znaleźć nowe miejsce, próbując przy tym uniknąć kontaktu wzrokowego z osobami, które nadal śmiały się z mojego nieszczęścia.
Bingo.
Stare miejsce Joel'a było wolne, obok jego miejsca również było pusto po lewej stronie ławki. Szybko usiadłam na siedzeniu, grzebiąc w torbie za zeszytem i długopisem. Na szczęście, kiedy spojrzałam w górę, wszyscy przestali znęcać się nade mną i teraz skupili się na tym, co pani Ryder pisała czarnym markerem na tablicy. Mój umysł odetchnął z ulgą, uczucie gorąca zaczynało stygnąć na policzkach. Świetny sposób, by zacząć od nowa, Sutton.
Telefon za wibrował mi w kieszeni.
Jak wszystko poszło?- Secret Admirer*
Przygryzłam wargę, aby powstrzymać dziecięcy uśmieszek pojawiający się na mojej twarzy, kiedy natychmiast rozpoznałam nadawcę. Była tylko jedna osoba w moim życiu, która podpisuje wiadomość w taki sposób, tą osobą był mój wspaniały chłopak, Justin. Schowałam telefon pod ławkę, sprytnie wystukując odpowiedź.
Okropnie. Pani Ryder nadal jest suką. Dostałam areszt za jedną minutę spóźnienia. Uratujesz mnie?
-Klaso, otwórzcie książkę na stronie dwunastej, na której skończyliśmy na poprzedniej lekcji. Ten wiersz nazwany jest „Musings” jest o podobnej tematyce, na której będzie oparty wasz esej.- pani Ryder dalej paplała i paplała.
Wiedziałem, że powinnaś dać jej te jabłka. Nie jestem superbohaterem, ale dla ciebie będę super człowiekiem. Trzymaj głowę wysoko piękna; nie mogę się doczekać, aż pocałuję te twoje truskawkowe usta.- Secret Admirer
Natychmiast poczułam się bardziej pozytywnie, włożyłam swój telefon z powrotem do kieszeni, zdając sobie sprawę, że wszyscy wokół mnie mięli teraz otwarte przed sobą książki z poezją. Cholera. Czy były jakieś szanse na spytanie o wolną książkę bez ściągania na siebie większej uwagi? Wolałabym siedzieć tu bez książki i nie zdać tego kursu, niż przynieść sobie znów wstyd.
W tym momencie drzwi otworzyły się, wyłoniła się zza nich drobna brunetka, ubrana w obcisłą spódniczkę mini, skórzaną kurtkę i koszulkę na ramiączkach. Jej włosy związane były w doskonały kucyk, z lekkim Australijskim akcentem w głosie przeprosiła za spóźnienie.
-Dobrze- musisz być Kayla, usiądź.- pani Ryder uśmiechnęła się do dziewczyny o imieniu Kayla, kiedy ona zajęła wolne miejsce obok mnie.
Czekaj...Spóźniłam się tylko minutę i dostałam w tyłek za przerywanie lekcji, natomiast Kayla spóźniła się ponad 10 minut i pani Ryder nic z tym nie zrobiła? Zacisnęłam razem zęby z wściekłości; zaczęłam nienawidzić każdą sekundę spędzoną w towarzystwie tej suki.
-Sutton? Dlaczego nie masz książki do poezji?- pani Ryder spojrzała na mnie, spuszczając swoje okulary na koniec nosa.
Patrz jak pakuję ci książkę z poezją w dupę.
-Bo nie wiedziałam, że będę ją potrzebować.- westchnęłam, wiedząc, że jej odpowiedzią będzie coś takiego jak „prawie nic nie wiesz o tym wszystkim” bla bla bla.
-Tu jest niewiele do wiedzenia, prawda? Zdajesz sobie sprawę, że wszystko co musiałaś zrobić, to poprosić i jedna z książek będzie do twojej dyspozycji, zanim odbierzesz własną z biblioteki?
-Mam zapasową...- pani Ryder i ja odwróciłyśmy się do Kayli, która wyciągnęła dodatkową książkę z poezją, z jej plecaka.
-Kayla, przychodzisz przygotowana i to jest dopiero twój pierwszy dzień! Sutton, rób notatki.- pani Ryder spojrzała na mnie groźnie, zanim zaczęła zajmować się historią poety, który napisał część, którą mieliśmy czytać.
Kayla pochyliła się na krześle, kładąc przed sobą książkę. Moje oczy natychmiast uchwyciły szczególnie skomplikowany wzór na jej ręce. Była to mała, pięcioramienna gwiazda znajdująca się po prawej stronie kości na jej nadgarstku. Patrzyłam na to z podziwem, zanim szybko to zasłoniła. Mając świadomość, że to zobaczyłam, podciągnęła rękaw skórzanej kurtki, zakrywając całkowicie nadgarstek.
Przewróciłam na stronę dwunastą, starając skupić się na poemacie przede mną, jednak były tam tylko słowa wydrukowane na całej kartce A4. Czemu Kayla zareagowała tak szybko, kiedy spojrzałam na jej tatuaż? To był tylko tatuaż prawda? Oceniając jej reakcję, nie błam tego taka pewna. Czy to miało coś dla mnie znaczyć? Jeśli nie, dlaczego tak bardzo chciała to ukryć?s
-Sutton...- piskliwy głos pani Ryder przywrócił mnie z powrotem do piekła. -Może powinnaś przeczytać to dla nas?
Odchrząknęłam. -Tak, pewnie. -trzymając książkę, odezwałam się:
Bądź delikatny, niebo, a daj mi odpocząć-
Te kości są zużyte- brak im radości
Z ciałem w życiu- są oni szpikiem kostnym
Ich sucha powierzchnia, nagość!
Zdradzeni w śmierci: bez czerwonego połysku
Od krążącej krwi; i niebieska została przelana
Tym wyblakłym oczom
Ten odbudowany świat i dał przebranie
W moich najgłębszych myślach było-
Ale teraz jestem skończony z tym wszystkim co widziałem.” **
Cóż za przyjemny wiersz. Wracam do szkoły, aby czytać wiersze o śmierci, kiedy to miasto niedawno poniosło wielką stratę przez śmierć uczniów tej szkoły. Wstałam z krzesła, pakując swój długopis i zeszyt do torby.
-Przepraszam, gdzie si-- zaczęła pani Ryder, ale tym razem nie pozwoliłam jej skończyć.
-Zamknij się.- rzuciłam, zarzucając torbę na ramię. -Mam dość bycia ofiarą dla ciebie. Wiesz jak daleko możesz się posunąć, by pchnąć osobę zanim ona odwróci się i ugryzie cię w dupę.- wyrzuciłam ręce w powietrze, zauważając szok na twarzach każdego z moich kolegów z klasy, kiedy patrzyli na mnie z podziwem. -Wygrałaś.
I z tym ostatnim słowem wyszłam z klasy, nawet nie zdając sobie sprawy, aby spojrzeć w tył.
__
-Sutton, skarbie zwolnij. Co się stało?- błagał zmartwiony głos Justina po drugiej stronie linii, kiedy szturmem przemierzałam korytarz, kopiąc zostawioną puszkę po coli tak mocno, że obiła się o szafkę.
-Nie będę siedzieć w tej klasie z tą suką nigdy więcej. Rzeczywiście nawet nie chcę tu więcej się pojawiać.
-Nie winię cię. Ale, nie popełniaj błędów jakie ja popełniłem- powinnaś zostać w szkole. Wiem, że brzmię jak hipokryta, ale wiesz co się stanie, jeśli tego nie zrobisz. Mama wyślę cię do szkoły z internatem i ja już więcej cię nie zobaczę.
Ścisnęłam swoje powieki z bólu na myśl, że nie będę w stanie już nigdy zobaczyć Justina. Miał rację...jak zwykle.
-Zostanę w szkole, ale nie dlatego, że chcę tu być. Nic innego mnie tu nie trzyma, oprócz strachu przed utratą ciebie.
-Jakie inne lekcje masz dzisiaj?
-Mam tylko ostatni w-f, ale szczerze mówiąc, nie sądzę, że go dziś zniosę.
-Sutton, chcę, żebyś śledziła te instrukcje bardzo ostrożnie.
-Jakie one są?- westchnęłam, kopiąc w otwarte drzwi łazienki, aby dostać się do jednej z kabin, łzy frustracji tworzyły się w moich oczach.
-Pójdziesz do swojego auta. Odjedziesz ze szkoły. I pojedziesz prosto do mojej przyczepy. Zrozumiałaś?
Wymagający ton w jego głosie spowodował, że mój żołądek zatrzepotał z podniecenia.
-Okej, będę tam niedługo.- wyszeptałam, uśmiechając się do siebie.
Włożyłam z powrotem telefon do torby, zamrugałam szybko, by osuszyć łzy i nałożyłam więcej błyszczyku na usta. Tak, to nie był najbardziej udany dzień w szkole, ale pierwszy dzień zawsze był trudny. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej.
Kiedy wydostałam się na zewnątrz, kawałek papieru wyleciał z kabiny, bezpośrednio lądując przed moimi stopami. Ostrożnie pochyliłam się i podniosłam go, zauważając, że był to wiersz, do którego przeczytania byłam zmuszona na angielskim kilka minut wcześniej, przed moim wybuchem i opuszczeniem klasy. Wiersz był w tym samym stanie, jednak linijka „Ale teraz jestem skończony przez wszystko co widziałem.” została podkreślona, jasnoczerwonym mazakiem, obok tego była strzałka nakazująca spojrzeć mi na drugą stronę kartki.
Wzięłam głęboki oddech, odwróciłam kartkę.
Tęskniłaś za mną. Jestem gdzieś blisko z tym wszystkim co widziałem. Zapnij pasy dziwko, to będzie ostra jazda. -SA
Drzwi łazienki zatrzasnęły się, kiedy skończyłam czytać, wskazując na przerażający fakt- SA był tu przez cały ten czas.

* * *

*Secret Admirer- tajemniczy wielbiciel.

** Wiersz przetłumaczyłam sama, bo nigdzie nie umiałam znaleźć tłumaczenia, jednak jestem pewna, że jest on źle przetłumaczony. Tłumaczenie wierszy jest o wiele trudniejsze, więc wybaczcie mi, starałam się. 

Teraz, jak już pisałam pod poprzednim rozdziałem, nowe notki będą pojawiały się w każdą sobotę, więc proszę nie pytać kiedy kolejny rozdział.
Komentujcie rozdziały jeśli czytacie.
Zapisujcie się na listę informowanych w zakładce "informowani".
Pytania: ask.fm/swagja
Twitter: @swaggabiebah

MOJE OPOWIADANIE: REMEMBER ME

41 komentarzy:

  1. troszkę mało akcji ale jest oki,
    wciaż nie mogę ogarnąc kto jest SA...
    @ingsuu

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny rozdział ! czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jej już się nie mogę doczekać kolejnych rozdziałów ! *.*
    Bardzo dziękuję za to że tłumaczysz < 333

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham Kocham i się nie od kocham od tego tłumaczenia czekam na kolejną część <3 <3 <3 :***
    Xoxo

    OdpowiedzUsuń
  5. Ahgjgdjf cudowny eey a może ta nowa dziewczyna Kayla czy jakośtak jest SA Omg jsfhjdhfjhd @HugForBiebs

    OdpowiedzUsuń
  6. omg djailwjda
    dlaczego mam wrażenie, że tym SA jest ta nowa ?
    jeśli tak to nie fajnie.. wolałabym jakby to był chłopak
    no ale
    już nie mogę się doczekać kiedy dodasz kolejny rozdział:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Safhsja jak pani ryder mnie wlurwia jezu. a ta nowa dziewczyna ciekawe kim jest. sa znowu powraca do akcji. ciekawe czu sutton bedzie miala przypal za ten wybuch. uhu jaka akcja

    OdpowiedzUsuń
  8. Nw dlaczego ale sądzę że SA może być ojciec sutton


    Już chce nn <3<3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie przeczytałam II i III rozdział. Świetnie tłumaczysz. Wgl to jest jedno z najlepszych opowiadań. Czekam na kolejny rozdział. Kc

    @jujuakamyangel

    OdpowiedzUsuń
  10. omg, ciekawe kto to
    @ShawtyManeJB98

    OdpowiedzUsuń
  11. Omg sa wrocilo....

    OdpowiedzUsuń
  12. Omg *.* CUUUUDO! a SA wróciło i gunwo ;-; pani Ryder to suka! Nie na wi dzę szmaty uhh | @SwagOnLarreh

    OdpowiedzUsuń
  13. jestm pewna ze to ta nowa dziewczyna na bank oooo na bank kurwaaaaaaa znowu wrucilo to ta dziewczyna na bank ~Patt

    OdpowiedzUsuń
  14. jestem strasznie ciekawa kim jest SA, mam nadzieje ze niedługo wszystko sie wyjaśni. :) już nie mogę doczekać się nn :D @AuneBieber

    OdpowiedzUsuń
  15. wow! ;o takiego zakończenia się wgl nie spodziewałam i tego wybuchu w klasie xd
    i kto jest tym SA?! ;o mam nadzieję, że niedługo się wszystko wyjaśni bo podejrzewam już, chyba, każdego O.o
    teraz... byle do soboty! :)
    i Dziękuję, że tłumaczysz to wspaniałe opowiadanie! jesteś świetna! ♥
    @Swag_Marika97

    OdpowiedzUsuń
  16. On znowu wrocil...znowu cierpienie i strach czytania tego po nocach. Ach piekne tlumaczenie dzieki za nie a i czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  17. o Boże *_* cudowny ;3
    @magda_nivanne

    OdpowiedzUsuń
  18. suuper *.* uwielbiam Secret Admirera :D

    OdpowiedzUsuń
  19. cudowny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetnie tłumaczysz :D

    OdpowiedzUsuń
  21. nieźle! ; o czekam na nn!; ** jest to strasznie wciągające, a ty genialnie tłumaczysz!

    OdpowiedzUsuń
  22. cudowny, to teraz się pewnie zacznie

    OdpowiedzUsuń
  23. Co sobotę? Jest niedziela.

    OdpowiedzUsuń
  24. Omb sa wrócił hddhhvhhddhvdg *_* @Bieebsss

    OdpowiedzUsuń
  25. To je świetne kochanie *-*

    OdpowiedzUsuń
  26. cudowne :)
    @Nikurakat

    OdpowiedzUsuń
  27. OSZALAŁAM <3 kocham to opowiadanie !

    OdpowiedzUsuń
  28. Czytam SA, od chyba 3 dni i skończyłam! To jest takie fantastyczne, chociaż boje sie tego opowiadania troche. Naprawde fantastyczne tłumaczenie! Nie wiem jak ty tak cudownie tłumaczysz! <3

    OdpowiedzUsuń